Dzis znowu poklucilam sie z rodzicami...mam ich kompletnie dosyc nie widza swoich bledow szczegolnie mama. Przeciez to takie normalne kolejny raz tak jak w poprzedni weekend jest nawalona ale wiecie co bardziej jest norlmalne? Rozwalone drzwi. Tak to jest normalne. Jak ja mam zyc z tymi ludzmi? Jak ja mam zarosic kolezanki do domu?! Juz w 2 drzwiach jestdziura ja pierdol! Ale nic sie nie stalo! W ogole wczoraj moja matka wyszla gola z lazienki i wola tate mam ich dosyc. Tak bardzo chcialabym miec normalna rodzine. Ale oni nas tak bardzo kochaja, oczywiscie! To nie jest milosc to patologia! Jedyne co nas wiaze to geny nic wiecej. To nie jest rodzina, nigdy nie byla tego czegos nie da sie nazwac rodzina. Mam zyc normalnie, byc normalna i normalnie funkcjonowac z mysla ze za tydzien bedzie to samo a jak jeszcze tata sie nachla to bedzie ciekawiej co tym razem poleci talerz? Nie to juz bylo..moze okno? Bez kitu! Tego jeszcze nie bylo trzeba podsunac tacie pomysl. Oczywiscie kazdym jego wytlumaczeniem jest "puki ja za to place moge robic co chce". To jakas kpina. Potem dziwcie sie wszyscy czemu uciekam do takich sposobow zycia. Zawsze czuje sie bezradna co mam zrobic? Magicznych mlotkiem uderzyc mame i PUF trzezwa to tak nie dziala..a szkoda. Zawsze sie klocili czesto przepychali ja czulam sie bezradna te uczucie to moj lek. Nienawidze tego....ale w tym tak sie nie czuje to ja decyduje ile zjem ile pocwicze do ilu schudne czuje wtedy taka niesamowita kontrole nad soba wlasnym zyciem. Nie chce innego zycia kocham to, jest jednoczesnie pieklem i rajem. Kocham to i nienawidze. Choc wiele sie wymeczylam wymiotowanie, slabniecie, brak energii to wspominam do bardzo dobrze jako najlepszy czas w moim zyciu. Dziwne co? Pamietam jak byl taki czas w ktorym tak dobrze mi szlo, bylam szara na twarzy, mialam strasznie sucha skore, bardzo wystajace zebra wazylam 41 kg na poczatku odchudzania bylo 51.. kochalam, kocham ta szarosc na twarzy jest moja nagroda i oznaka ze walcze. Rozpisalam sie..
Zjadlam dzis makarn do spaghetti z sosem z mascarpone i piersia z kurczaka ok.450 kcal

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz